Pragnienie bycia kochanym…
Pillion” w języku angielskim oznacza tylne siedzenie na motocyklu albo rowerze — dokładniej: miejsce dla pasażera za kierowcą. W queerowym kontekście tytuł nabiera jeszcze jednego znaczenia: kogoś, kto „jedzie z tyłu”, zajmuje pozycję podporządkowaną, oddaje komuś prowadzenie.
Cienka granica pomiędzy uległością a dominacją.
Ale też film o pragnieniu bycia kochanym.
O byciu lepiej, bardziej, bliżej…
O świadomej zgodzie i o granicach.
O rozpoznawaniu własnych potrzeb. I o tym, co się dzieje, kiedy zaczynamy odróżniać to, czego pragniemy, od tego, na co godzimy się, żeby być z kimś.
Ciekawa jestem, jak odbieracie koniec filmu?
Bez lukru — to na pewno!
„Pillion” (2025), reż. Harry Lighton.
Kiedy zabójczo przystojny Ray zostawia nieśmiałemu Colinowi swój numer telefonu, ten bez wahania pozwala zakuć się w miłosne kajdany. Od tej pory zjawia się na każde wezwanie najatrakcyjniejszego członka klubu bikersów. Nagła przemiana Colina to szok dla jego miłych rodziców, a dla niego samego oszałamiająca nauka jazdy na tylnym siedzeniu. Utrata kontroli i całkowite oddanie — kto by pomyślał, że to takie przyjemne?
(z opisu filmu)
„Pillion” w języku angielskim oznacza tylne siedzenie na motocyklu albo rowerze — dokładniej: miejsce dla pasażera za kierowcą. W queerowym kontekście tytuł nabiera jeszcze jednego znaczenia: kogoś, kto „jedzie z tyłu”, zajmuje pozycję podporządkowaną, oddaje komuś prowadzenie.
Świetny jest ten film. I im więcej czasu mija od jego obejrzenia, tym więcej o nim myślę…
I jeszcze jedna myśl nie daje mi spokoju: co by było, gdyby zamiast Colina była kobieta? Ach, pewnie posypałyby się gromy.
Bo wtedy pytania o uległość, zależność, oddanie i świadomy wybór wybrzmiałyby chyba zupełnie inaczej.
Ważny film. I w sumie nie rozumiem, dlaczego niektóre media nazywają go komedią romantyczną. 😉
PS Zabierzcie mamę na seans. Naprawdę warto. 😉
Ale też film o pragnieniu bycia kochanym.
O byciu lepiej, bardziej, bliżej…
O świadomej zgodzie i o granicach.
O rozpoznawaniu własnych potrzeb. I o tym, co się dzieje, kiedy zaczynamy odróżniać to, czego pragniemy, od tego, na co godzimy się, żeby być z kimś.
Ciekawa jestem, jak odbieracie koniec filmu?
Bez lukru — to na pewno!
„Pillion” (2025), reż. Harry Lighton.
Kiedy zabójczo przystojny Ray zostawia nieśmiałemu Colinowi swój numer telefonu, ten bez wahania pozwala zakuć się w miłosne kajdany. Od tej pory zjawia się na każde wezwanie najatrakcyjniejszego członka klubu bikersów. Nagła przemiana Colina to szok dla jego miłych rodziców, a dla niego samego oszałamiająca nauka jazdy na tylnym siedzeniu. Utrata kontroli i całkowite oddanie — kto by pomyślał, że to takie przyjemne?
(z opisu filmu)
„Pillion” w języku angielskim oznacza tylne siedzenie na motocyklu albo rowerze — dokładniej: miejsce dla pasażera za kierowcą. W queerowym kontekście tytuł nabiera jeszcze jednego znaczenia: kogoś, kto „jedzie z tyłu”, zajmuje pozycję podporządkowaną, oddaje komuś prowadzenie.
Świetny jest ten film. I im więcej czasu mija od jego obejrzenia, tym więcej o nim myślę…
I jeszcze jedna myśl nie daje mi spokoju: co by było, gdyby zamiast Colina była kobieta? Ach, pewnie posypałyby się gromy.
Bo wtedy pytania o uległość, zależność, oddanie i świadomy wybór wybrzmiałyby chyba zupełnie inaczej.
Ważny film. I w sumie nie rozumiem, dlaczego niektóre media nazywają go komedią romantyczną. 😉
PS Zabierzcie mamę na seans. Naprawdę warto. 😉