Sny. O miłości...
Film, który nie obiecuje szybkich rozwiązań, nie mówi jak żyć. Nie narzuca narracji. Nie epatuje sensacją. Bez oceniania. (Nie wcina się jak rolka z instagrama z receptą na życie. Rób to albo tamto, narcyz, toksyk, bomba tu i bomba tam, ekspert, trauma itd itd ).
Obejrzałam wczoraj w nocy film. I pozostaję w zdumieniu, że ktoś jeszcze chce takie filmy tworzyć. (I ktoś je ogląda, prawda?)
Sny o miłości
Dag Johan Haugerud
Dużo rozmów. Emocji. Ale też cisza.
Trzy pokolenia. Córka. Mama. Babcia.
Miłość.
Pierwsza.
Strata.
Dotyk.
Skóra przy skórze.
Wszystko w tempie slow.
Naprawdę. Nawet pisząc tutaj tego posta czuję się nieadekwatnie.
Film, który nie obiecuje szybkich rozwiązań, nie mówi jak żyć. Nie narzuca narracji. Nie epatuje sensacją. Bez oceniania.
(Nie wcina się jak rolka z instagrama z receptą na życie. Rób to albo tamto, narcyz, toksyk, bomba tu i bomba tam, ekspert, trauma itd itd ).
Nie wiem.
Naprawdę nie wiem.
(Czy ktoś jeszcze ogląda takie filmy? Czy ktoś czyta jeszcze takie posty? )
Fotka wiosenna z mojej dzielni. Prawdziwa. Nie wygenerowana. Uwielbiam moją dzielnię!
Sny o miłości
Dag Johan Haugerud
Dużo rozmów. Emocji. Ale też cisza.
Trzy pokolenia. Córka. Mama. Babcia.
Miłość.
Pierwsza.
Strata.
Dotyk.
Skóra przy skórze.
Wszystko w tempie slow.
Naprawdę. Nawet pisząc tutaj tego posta czuję się nieadekwatnie.
Film, który nie obiecuje szybkich rozwiązań, nie mówi jak żyć. Nie narzuca narracji. Nie epatuje sensacją. Bez oceniania.
(Nie wcina się jak rolka z instagrama z receptą na życie. Rób to albo tamto, narcyz, toksyk, bomba tu i bomba tam, ekspert, trauma itd itd ).
Nie wiem.
Naprawdę nie wiem.
(Czy ktoś jeszcze ogląda takie filmy? Czy ktoś czyta jeszcze takie posty? )
Fotka wiosenna z mojej dzielni. Prawdziwa. Nie wygenerowana. Uwielbiam moją dzielnię!